Po uprzednim mym wieczorze, ujeżdżanym na motorze,
W blasku aury sprzyjającej, tylko trochę w dupsko tnącej,
Chłodem oraz wiatru siłą - to też jaja mi zmroziło,
Upojony możliwością jazdy z dowolną prędkością,
O porannej porze wstając, niezależność czasu mając,
Od transportu śródmiejskiego, przez nas tak nielubianego,
Widząc aury stan na dworze, rzekłem - "Jadę na motorze".
Odpalając swą maszynę, wzrok przeniosłem na dziewczynę,
Która z uśmiechu ozdobą, rzekła - "Ja też jadę z Tobą".
Będąc w ruchu na asfalcie, walcząc z korkami zażarcie,
Uśmiechałem się do siebie - "Jesień w pełni jest na niebie".
Kilometry nam mijały, samochody nas puszczały,
Widząc tak hardkorowego Nyunka środkiem jadącego.
Nagle w trakcie tej podróży, płatek śniegu problem wróży,
I powoli opadając, do wizjera przylegając,
Spowodował, iż po chwili, szybki żeśmy otworzyli,
Gdyż niedługo po nim zaraz, więcej płatków spadło na raz.
I tak oto, podczas jazdy, krople się zmieniały w gwiazdy,
Co się z wnioskiem jednym łączy - jesień się już kurwa kończy!
I zaczyna sroga zima... Ale Nyuniek ją wytrzyma
