miałem dzisiaj kolizję na "jajku"... w sumie nic się nie stało, mam nogę w gipsie, ale to nie jest akurat ważne
Sytuacja kolizji wyglądała tak: wyprzedzałem na drodze samochody toczące się w korku.. czyli klasyka jazdy moto. Nadmieniam że limit dozwolony to 90km/h a ja miałem około 50 km/h. Oczywiście linia przerywana, ja kierunkowskaz itp... i nagle nie wiedzieć czemu z tego korka skręca we mnie samochód. Uderza i jakimś cudem udaje mi się nie wywalić. Straty nie są duże ale ktoś wezwał policję i wyszło że to moja wina. Dostałem 200 PLN i 6 pkt karnych oraz że będzie to szło z mojego OC.
Generalnie nie zgadzam się z tym. Nie widzę w tej sytuacji mojej winy.
Pytania moje są następujące:
1. miał ktoś podobne zajście i jaki był efekt?
2. czy jest jakaś możliwość odwołania się od mandatu? ewentualnie w firmie z odszkodowania?
3. czy to normalne że prowadząc zgodnie z prawem manewr wyprzedzania i wpada na mnie samochód to jest to moja wina?
PS. Uprzedzam pytanie: nie było to na skrzyżowaniu, było to na środku drogi.
Jeżeli macie jakieś pomysły to pomocy plizz bo mnie to wkurza


