przez szymont » piątek, 26 marca 2010, 11:15
Witam
sprawa wygtlądał tak:
marzec 2009: znaduje interesujace moto w necie, telefon i jadę oglądac, wszytsko wygląda ok, do roboty tylko eksploatacja (klocki, oleje, naped), jako ze cena w miarę atrakcyjna decyduję się na moto. W tym momencie sprzedający informuje mnie że moto niedawno kupił, ale jednak przerosło to jego możliwości finansowe bo jeszcze kupił mieszkanie i musi go sprzedać. W zwiazku z czym w dowodzie widnieje poprzedni właściciel, lapka ostrzegawcza w czaszce się zapaliła, telefon do wydziału kominikacji czy tak można, Pani informuje mnie że jeśli się dane z umów zgadzają z dowodem rejestracyjnym to problemu nie będzie. W związku z czym do banku po kase, spisanie umowy, i zostałe szczęsliwym (wtedy tak mi się wydawało) posiadaczem JAJA '98r. Potem standard: ubiezpieczalnia, skarbówka, wydział komunikacji.
Maj: wpadam po "twardy dowód" do WK, a tu ERROR!!! Pani informuje mnie że są nieścisłości w umowach przedstawionych przeze mnei a umowami będącymi w wydziale komunikacji właściwym dla miejsca zamieszkania człowieka widniejącego w starym dowodzie jako właściel. Ciepło mi się zrobiło i pytam się co teraz, pada odpowiedź:
- w związku z brakiem możliwości wyjaśnienia nieścisłości przez WK sprawa zostaje przekazana do prokuratury
- musze zwrócić miękki dowód i tablice rejestracyjną do czasu wyjaśnienia sprawy
- musze być cierpliwy i czekać na wezwanie do prokuratury w celu złożenia wyjaśnien
krótko mówiąc ZONK.
Cierpliwy nei zamierzałem być. Uderzam do kretyna od którego kupiłem moto, mówie mu co ijak na to on do mnie: "Bo wie Pan, w sumie ja motor też kupiłem od człowieka który nie zarejestrował go na siebie, a myślałęm że będzie ciężko sprzedac motor z trzema umowami to jedną "przerobiłem" tak ze to niby ja kupiłem motor od właściciela widniejącego w dowodzie. Po prostu brak słów. Tak się zjeżyłem że prawie tam kolesia pobiłem, ale doszedłem do wniosku że zabije idiote a będą mnie sadzić jak za zabicie człowieka.
Zaraz po wyjściu dzownie do prokuratury, mówie co się dowiedziałem, Pani mnie informuje że sprawa juz została przekazana do policji celem wyjaśnienia, i że pewnie niedługo dostane wezwanie na przesłuchanie i tam będe się mógł podzielić zdobytymi przeze mnie informacjami.
Lipiec: wezwanie do policji, mówie co się dowiedziałem, a oni do mnie że wiedzą już o tym bo w toku śledztwa się okazało że motocykl pomiędzy właśicielem widniejącym w dowodzie rejestracyjnym a mną było 4(czterech!!!) właścicieli!!!! MASAKRA!!! No ale najważniejsza wiadomość, motocykl NIE kradziony, tylko braki w dokumentacji. Pani policjantka mówi mi że jak sąd się uwinie to w miesiąc załatwią sprawę. Wiec była jeszcze szansa aby pojeżdzić we wrześniu/październiku.
pażdziernik: cisza. Dzwonie do sądu, mówie w jakiej sprawie i jak to w państwie polskim pada odpiwiedż:"poszkodowanym nie udzielamy telefonicznej informacji o postępowaniach...(żeby było śmieszniej jakbym był oskarżony to nie byłoby problemu z informacją telefoniczną). No ale nic, dzień urlopu i uderzam do prokuratury. W sekretariacie Sekretarka oświadcza mi ze wyrok skazujący w mojej sprawi zapadł miesiąc wczesniej!!!! Robie wielkie oczy i pytam się czemu ja nic o tym nie wiem?? odpowiedź: "wg polskiego prawa nie ma obowiązku informowąc pokrzywdzonego o zakońćzeniu sprawy" (WTF??). Biore odpis wyroku w ręke i do wydziału komunikacj z myśla ze już po wszystkim ale NIE!!! Urzenicza w WK informuje mnie że wyrok skazujący delikwenta za fałszerstwo nie jest podstawą do zarejestrowania motocykla na mnie. Moje pytanie co mam teraz zrobić. odpowiedź: "Przedstawić oryginały umów". Mój komentarz "Jak mam przedstawić oryginały umów skoro padł wyrok za fałszerstwo" odpowiedź urzędniczki "NIE WIEM". Wkurw totalny, żadam pisemniego potwierdzenia braku wiedzy co do dalszego postępowania w mojej sprawie. Pani robi wielkie oczy i do mnie z wyrzutami" jak Pan smie podważać moje kompetencje". Gdzies poszła, zaraz wróciła z naczelnikiem, na szczęsc ie ten był kumaty i poinformował mnie że muszę założyć osobną sprawę do sądu cywilnego o "Nadanie Aktu Prawa Własności Ruchomości"
Wracam do sądu, składam podanie, znaczek za 40zł i znów czekanie na wezwanie.
Grudzień:jest wezwanie, uderzam do sądu. Sędzia coś tam czyta że nie ma zadnych rozszczęń wobec motocykla od innych osób i że motocykl zostaje oficjalnie moją własnością.
Kolejne 3 tyg na uprawomocnienei wyroku, odpis wyroku w łape i znów do wydziału komunikacji. Tam znów ta sama wstrętna baba, nie podoba jej się niewyraźna pieczątka z sądu. Informuję ją że żyjemy w XXI wieku i są telefony, jak ma jakieś wąty niech zadzwoni do sądu. Spuszcza z tonu, rejestruje motocykl.
luty 2010: ide do wydziału komunikacji, chwila niepewności ale w końcu dostaję upragniony "twardy dowód" ze mną jako właścicielem.
NARESZCIE, tylko wiosny wyczekwiać
kilka rad bazujących na zdobytym doświadczeniu:
- kupujcie motocykle tylko od właścicieli widniejących w dowodzie rejetsracyjnym
- w przypadku nielogocznych decyzji urzędników żadajcie pisemnego uzasadnienia, [przeważnie pomaga i nagle znajduje się logiczne rozwiązanie
to tak w skrócie, pewnie coś pominałem, jak sobie przypomnę to dopisze
no ale koniec końców wiosna przyszła, moto już w użyciu i nawija kolejne kilometry
pozdrawiam
[ Dodano: 26-03-10, 11:16 ]
sorry za błedy, ale wciąż jak o tym myśle to mnie po prostu szlag trafia i łapy mi się trzęsą, do zobaczenia na drodze